Do ulubionych | Kontakt

Nowości   Projekty   Moim zdaniem   Artykuły   O mnie   Opowiadania   PHP DLL
Panel rozmaitości
 Opowiadania
Pyły Wszechświata III - Cienie we mgle
Data publikacji: 31. grudnia 2007 – 01:54 GMT +0100
—————
OD AUTORA: część tą dedykuję komuś bardzo mi bliskiemu – pewnej dziewczynie, która nieustannie daje mi siłę aby mimo łez spojrzeć naprzód. Dziękuję Ci. *całuje delikatnie w czoło*

Dziękuję także Mateuszowi za jego ciekawe pomysły i ogólny doping. :–)
—————


Wiedziony pierwszym impulsem zerwał się, aby czym prędzej dotrzeć do drzwi. Zwolnił jednak kroku, kiedy powoli, jak przez mgłę, począł docierać do niego sens sytuacji. "A jeśli tam jest niebezpiecznie?" – jego umysł dyktował. W tym nowym, nieznanym jego oczom świecie zniszczenia, martwoty i ciszy wszystko mogło oznaczać śmierć.

Zatrzymał się w połowie drogi. Nie wiedział, co ma myśleć. Czuł, że musi tam dojść, teraz, jak najszybciej! Jednak... nie mógł. Bał się, nie chciał... Paradoks. Nie miał już żywności, jego zapasy wody były na wyczerpaniu, a na dodatek zapadła już noc. Gdyby cokolwiek go teraz zaatakowało, nie miał by najmniejszych szans. Był wycieńczony i głodny. Balansował na krawędzi rozpaczy i nadziei...

Nie wiedział – z wycieńczenia czy ze strachu, upadł na kolana. Chwycił się za głowę, usiłując uporządkować swe myśli, jednak te ani na chwilę nie chciały dać za wygraną, wirując w jego czaszcze jak huragan. "Co dalej?", "Co teraz?", "Idź! Biegnij!", "Uważaj! Życie!"...


Kiedy się ocknął, słońce już wzeszło. Nawet nie wiedział, kiedy zasnął. Wstał, otrzepał się byle jak. Dopił ostatnie kilka łyków wody, po czym znalazł sobie cień. Tego dnia słońce prażyło niemiłosiernie, chmury ustępowały mu miejsca. Nic zresztą dziwnego – atmosfera Ziemi była poważnie nadszarpnięta, a warstwa ozonowa nie tak wydajna, jak to pamiętał. Po krótkim odpoczynku zdecydował się jednak udać spowrotem do miasta, chociażby po to aby uzupełnić zapas wody.


Z pewnymi trudnościami odszukał upatrzony wcześniej supersam; przeszukał go energicznie. Znalazł minimalną porcję wody, kilka niejadalnych już produktów oraz, szczęśliwie, zniszczoną maszynę do sprzedaży foliowanych kanapek. Udało mu się ją otworzyć, jak konserwę, łomem znalezionym wśród gruzu. Przeszukał wszystkie pozostałe w niej kanapki, i posilił się tym, co zostało po odjęciu rzeczy kompletnie niejadalnych. W miarę jedzenia czuł, jak wracają mu siły, tak fizyczne jak psychiczne.

Co tu się tak właściwie stało? Dlaczego ludzkość 'wzięła się i wyszła'? Nie potrafił odpowiedzieć sobie na te pytania. Od kilku dni po raz pierwszy pozwolił sobie na przemyślenia, odpoczywając, oparty o ścianę. Na zewnątrz temperatura osiągać mogła nawet czterdzieści stopni; w środku sklepu było przyjemnie chłodno. Po raz pierwszy też od kilku dni powietrze drgnęło. A może mu się tylko zdawało?

Nie. Powietrze zdecydowanie drgnęło. Lekki wiatr, który nawiedził tą wyniszczoną ziemię sprawił, że życie stało się znośniejsze. Adrian podniósł się i wyszedł przed sklep. Wyciągnąl rękę, zamknął oczy. Od dziecka kochał wiatr, od dziecka stawał mu naprzeciw, lub rozmawiał z nim. Siła w nim drzemiąca dawała mu poczucie bezpieczeństwa, tak jakby wtulał się w wicher jak w ramiona matki... Szetpał. Szeptał znów, jakby witał się z dawnym, długo nie widzianym a teraz tak bardzo potrzebnym przyjacielem...

Nadal było gorąco. Stało się jednak znośniej, dzięki czemu Adrian, wypoczęty już, odprężony nawet nieco, wyruszył na dalsze poszukiwania. Całe popołudnie upłynęło mu na przeszukiwaniu – klasycznie już – sklepów i supersamów. Tym razem jednak nie ominął kiosków – znalazł cały worek batoników i wafelków, które – teoretycznie przynajmniej – mogły nadawać się do spożycia. Im dalej zapuszczał się w głąb osiedli mało zaludnionych, tym więcej rzeczy znajdywał. Podstawowym łupem były w połowie zniszczone artykuły gospodarstwa domowego, spośród ktorych największą uwagę poświęcał radiom i odbiornikom wizyjnym. Kilka z nich nawet usiłował naprawić, chociaż wiedział że nie ma to większego sensu bez jakiegokolwiek źródła zasilania.

Wieczór Adrian znów spędził na rozmyślaniach. Zaszył się w jakimś kiosku schowanym między budynkami – tak, wydawało mu się, było najbezpieczniej. Nieopodal jego siedziby był jakiś plac, a tuż za nim – wzgórze. Postanowił, że wybierze się tam dnia następnego. W tej chwili miał dość zapasów pożywienia i wody – na tyle, aby przetrwać do południa.

Siedział więc sobie i myślał, żując guzik. Guzik to stary trik – oszukuje się żołądek, że coś się je. Nie żeby miało mu brakować, lecz bogaty chwilowo także nie był. Oczywiście sprawdził wcześniej, czy guzik aby na pewno jest dość bezpieczny. Jego obawy okazały się praktycznie bezpodstawne – licznik promieniowania nie wykazywał nim najmniejszego zainteresowania. Siedział więc pod ścianą w malutkim pomieszczeniu, i żuł...

Miał czas, aby wszystko od nowa przemyśleć i poukładać. Wszystko, co dotychczas widział, wywarło na nim silne wrażenie. Wędrując jednak po mieście znów udało mu się zauważyć więcej, niż dotychczas. Po podreperowaniu swoich sił był o wiele bardziej spostrzegawczy. Ślady plakatów informujących o wojnie, jakieś ulotki – na ulicy walało się tego tyle, że można by zapełnić niejeden kontener na makulaturę. Większość była w strzępach, lecz to co dało się jeszcze odczytać wcale a wcale nie rysowało różowego obrazu przeszłości.

Najwyraźniej Ziemię opanowała jakaś wojna lub krwawe wyniszczanie. Nic niby nowego, ludzkość wyniszczała się bowiem od wieków, jednak krajobraz po bitwie potrafi powiedzieć więcej niż tony książek i legiony historyków. Zamieszki, a później regularne walki wybuchły krótko przed utratą łączności. Żałował teraz, że nie miał pełnego dostępu do kanału komunikacyjnego na Andorii – być może wiedziałby więcej. Wiedział jednak tylko tyle, ile zdołał odczytać z ulotek lub sam wydedukować.

Kilka razy, w czasie swojej wędrówki, natknął się na ślady bytowania człowieka. Świeże ślady. Ilekroć je zauważał, przypominała mu się owa baza wojskowa – nie chciał jednak do niej jeszcze wracać. Czuł, że nie jest jeszcze na to gotowy – psychicznie czy fizycznie. Nie chciał wiedzieć, co czeka go za rogiem. Jeszcze żył – to było istotne. Chciał więc zachować ten stan przez jak najdłuższy czas...


Powoli zapadała noc. Adrian wiedział, że jeśli niedługo kogoś nie znajdzie, to w końcu wszystkie zapasy się skończą. Nawet jeśli miałyby jednak starczać na ... rok, dwa lata? A co później? Był pewny, że w końcu będzie musiał skierować swe kroki do tamtej bazy. Pójść tam, i przyjąć pomoc ... lub śmierć.

Wybudził go ze snu hałas wycieranego metalu. Nie ruszał się przezornie. Przez żaluzje w oknach kiosku wpadło bardzo jasne światło, przemknęło po ścianie i zniknęło. Adrian podczołgał się do drzwi. W tym momencie całym budynkiem wstrząsnął potężny wybuch. Rzuciło nim o drzwi, i wypadł z pomieszczenia wyrywając te drzwi ze sobą. Wpadł prosto w jasne światło.

Światło rzucał średniej wielkości, ale na oko świetnie opancerzony, czołg. Adrian wstał, i musiał zasłonić oczy i spuścić wzrok, tak mocno go owe światło raziło. I wtedy zobaczył... cień.

Cień pod jego stopy rzucała postać stojąca na wzgórzu, z frontu czołgu. Ubrana była w Advanced Power Armor MK. II. Właściciel cienia trzymał broń w rękach, i celował wręcz idealnie między oczy Adriana...

=========
CDN

∞ Komentarze (0)

  » Napisz komentarz


  » Napisz komentarz


Najnowsze
Fatal fear - addendum
[quote 'Fatal fear' excerpt]But I am stuck deeply ...


Linki
PHP.NET - bezcenne źródło wiadomości

AniDB - baza danych tytułów anime

Radio Internetowe Radiosfera

Fanlistingi



















Strona (cc) 2007 - 2010, Marcin Grzechowiak | Niektóre prawa zastrzeżone
Strona napisana dla przeglądarki Firefox (IE ma problemy z divami)
Creative Commons License