„Ks. Artur Sreberski, dyrektor Wydziału Katechizacji i Szkół Katolickich Archidiecezji Gnieźnieńskiej: – Katecheza jest w szkole, więc musi być traktowana jako przedmiot. Ateiści też mogą uczęszczać – to dla nich dobra okazja, by zapoznać się z pewnymi zasadami postępowania: nie kradnij, nie kłam, szanuj innych.“
Kurwa.
...
Przesada. GRUBA przesada. Czy oni mnie za idiotę uważają? Ja przepraszam się bardzo, w ktorym momencie rzekło się iż moralność jest pochodną LI TYLKO religii? No to już jest bezczelne.
Co prawda łatwiej mi jest powiedzieć że jestem ateistą niż, że jestem gnostykiem (głównie dlatego, że odpędzam konieczność wyjaśnienia zawiłości gnostycyzmu, w których sam szkolony jakoś specjalnie nie jestem). Wydawało mi się jednak, że takie rzeczy jak 'prawda' i 'moralność' są dostępne dla każdego, niezależnie od: płci, rasy, orientacji politycznej czy WYZNANIA. Ale najwyrażniej się mylę, Człowieczeństwo znajdziesz tylko na Otwartym Rynku Katolickim (ORK, w skrócie).
Ja sobie wypraszam. Swoją drogą, momentami się poważnie zastanawiam czy instytucja jaką jest Kościół Katolicki stanowi dobre źródło nauk w tej dziedzinie...? W idei, z pewnością (choć kilka zastrzeżeń, ale to inna dysputa) – ale w kształcie obecnym? Prawież niezmienny, wtykający swe macki we wszystko co tylko może, na dodatek (przynajmniej u nas) szerzący nietolerancję?
Okay. Koloryzuję i szufladkuję.
Pięknym za nadobne.
——————
Nie, nie mogę. Miało być krótko, miało być cięte i z fajną puentą. Nie będzie. Następny kwiatek:
„Jolanta Wieczór, katechetka z gimnazjum we Wrocławiu, uważa, że oceny to "świetny pomysł": – Po pierwsze, można dowartościować ucznia. Wbrew powszechnej opinii i temu, co lansują media, uczniowie w szkołach lubią być oceniani. Tak samo rodzice: lubią wiedzieć, ile tak naprawdę warte jest ich dziecko. Religia na świadectwie może uczniowi podnieść średnią.“
Hm... "ile tak naprawdę warte jest ich dziecko"...
Oni nas chcą uczyć, dlaczego zła jest 'polityka nienawiści' i czym jest grzech, tak? Ja rozumiem, że świat się mocno przelicza na numerki (zwane powszechnie statystykami), ale jeśli mam się czuć tak 'wartościowy' jak moje oceny, jestem nikim, zerem – mam tyle samo wartości, ile te oceny i ich tusz na papierze.
Jedyny głos rozsądku i chęci – jak to bywa, jest tłumiony za nieadekwatność i niestosowność metod. Przytoczę tu jego kilka wypowiedzi, które mi się szczególnie spodobały:
„Wczoraj łaziłem cały dzień po Krynicy Morskiej z młodymi. Szukaliśmy porównania: do czego można przyrównać katechezę? Odpowiedź przyniosło oberwanie chmury. Katecheza jest podobna do parasola. Jest kręgosłup, czyli prawda do przekazania, to rączka w parasolu. Od tej głównej tyczki rozchodzą się w różne strony delikatne pręty: to ludzie. Niektórzy czegoś szukają, nie wierzą, ale przychodzą, inni są szczerze wierzący, ale wciąż nie umieją. Ulotność wiary to materiał pokrywający parasol. Pytanie: jak ten materiał zamocować na drutach, żeby go nie przedziurawić?“
— O. Kosacz
„– Jaki powinien być katecheta idealny? – pytam ojca Kosacza.
– Musi mieć dwie cechy: być pasjonatem i mieć wiarę. To fundament. Chociaż znam wielu niewierzących katechetów, tak jak niewierzących księży.
Dominikanin zamyśla się głęboko: – Wiesz, jak się tak zastanowić, to dobry katecheta musi być przemytnikiem. Nie nachalnym sprzedawcą wartości, nie tłokiem wtłaczającym do głów naukę, ale przemytnikiem. Żeby tak co drugie zdanie, co trzecie słowo przemycić tym młodym gdzieś te porządne wartości. No i wiarę w Boga. Tak, ja nawet teraz, na wycieczce, kiedy z nimi rozmawiam po nocach, czuję się jak stary, porządny, wypróbowany przemytnik Pana Boga.“
===============
Cały artykuł:
tutaj.